czwartek, 28 lipca 2016

Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś.

 top Montenapoleone | spodenki, kapelusz H&M | torebka Zara | buty Deezee | zegarek Daniel Wellington | kolczyki gwiazki Yes

Zdarzały mi się momenty, kiedy chciałam zdefiniować mój styl, ale z tym zawsze były problemy. Były takie czasy, że najchętniej ubierałabym się jak Francuski, gdyż byłam zakochana w tym paryskim szyku, ale, właśnie, zawsze było jakieś ale. Zawsze ciągnęło mnie do błyskotek, oko zachwycały stroje ociekające ozdobami i choć sama takich zdobnych zestawów nie nosiłam, to zawsze musiałam coś dodać do swojego zestawu, co zrywało z tym paryskim wdziękiem i naturalnością, lekkością stylizacji i elegancją. Pogodziłam się z tym, że nie da się mojego stylu jednoznacznie zdefiniować i jest on miksem paryskiego szyku, włoskiego bogactwa, ale też z nutą boho (to ostatnimi czasy)(czasami jest zupełnie na odwrót - jest to boho przyprawione o te dwa pozostałe :D). 
Jeśli chodzi o powyższą stylizacje, z paryżankami łączy mnie tyle co naturalność i kolorystyka stylizacji nawiązująca do ich narodowej flagi. Jednakże, kolorystyka ma tu też spore znaczenie. Gdyż wiele paryżanek bazuje właśnie tych tych kolorach: białym, czarny, granatowym i czerwonym. Klasyczna kolorystyka sprawia, że zestaw nabiera eleganckiego wydźwięku. Co więcej może nawiązywać w tej stylizacji do paryskiego stylu? Ciekawa torebka, bo te Francuski uwielbiają w swoich zestawach. To właśnie torebka często nadaje oryginalności całości, wiązane buty i kapelusz. Nie wiem jak Wam, ale to właśnie Francuski najbardziej kojarzą mi się z tego rodzaju nakryciami głowy. I czy to materiałowy, filcowy bądź słomiany, potrafi odmienić charakter całej stylizacji i sprawić, że kobieta czuje się w nim bardziej szykownie ;)

wtorek, 26 lipca 2016

uniwersalna sukienka

 sukienka Shein | kapelusz, okulary H&M | buty Mango | torebka Zara | biżuteria Pandora 

Nie wiem, czy to stosowne, w przypadku blogerki modowej, zwanej również szafiarką, pojawiać się w tej samej sukience dwa razy w miesiącu na blogu, ale nie mogłam sobie odpuścić. W końcu, to przestrzeń, w której publikuję swoje pomysły na stylizacje i jak pewnie doskonale zauważyliście, prezentuje tutaj swój codzienny styl. Zero sztuczności, czy przestylizowania (chyba, że w grę wchodzą edytoriale, czy sesje plenerowe, które są takim artystycznym polem do popisu, ale powstałe stylizacje wciąż są przesiąknięte moim stylem).
Choć wiem, że moja szafa jest bez dna i tak naprawdę pozostały w niej, po ostatnich czystkach, rzeczy, które serio lubię i noszę (niekoniecznie często w przypadku niektórych sztuk, ale wciąż nie zasługują na opuszczenie mojej garderoby), to wiem, że w tych zasobach są ubrania, które lub szczególnie nosić i zawsze uratują sytuację. Czasem są to rzeczy, które zalegają u mnie od dawna, czasem świeżo nabyte, jak powyższa sukienka. I choć mam tego typu sukienki chyba nawet trzy na wieszakach, to ta jest najulubieńszą jeśli chodzi o kategorię off shoulder. Dodatkowo jest bardzo uniwersalna i pasuje do wielu okazji, a dodatkami jedynie manewruje do jakiej sytuacji chcę ją dopasować. Ostatnio, w 5 minut, musiałam się ubrać i wyjść z domu, aby zawitać na spotkaniu nieco uroczystym, ale nie wymagającym galowego czy strojnego zestawu, a w dodatku być tak ubrana, by stylizacja nie wymuszała przebrania się, by móc przeżyć dalszą część dnia (który był upalny do granic możliwości). Powyższy zestaw sprawił się idealnie, jak się pewnie domyślacie Gdziekolwiek się nie ruszyłam, czułam się stylowo ubrana. Wiedziałam, że set jest zarówno dziewczęcy, posiada nutkę elegancji, ale nie brakuje w nim też luzu i swobody, która była potrzebna przy panujących upałach. A zdjęcia? Były tego dnia już jedynie dodatkiem. Szkoda byłoby nie uchwycić stylizacji, w której czułam się szczególnie ;)

czwartek, 21 lipca 2016

Orange is the new black.

 płaszcz, torebka Zara | sukienka Montenapoleone (podobna: opcja 1, opcja 2, opcja 3, opcja 4)| szpilki Aldo | okulary H&M | zegarek Daniel Wellington 

Gdybyście zapytali mnie, jakiego typu rzeczy najbardziej lubię, z pewnością odpowiedziałabym długie i zwiewne. Po prostu nie potrafię obok takich ubrań przejść obojętnie. Zawsze skupiają moją uwagę i bardzo często nawet namawiają do zmierzenia (a wierzcie mi, czasem pójdę do galerii, niby połazić, poszukać czegoś fajnego, a ostatecznie myślę, kiedy tylko ją opuścić). Są jednak rzeczy, które niemalże jak za dotknięciem magicznej różdżki, a częściej magicznej ceny w sam raz na mój budżet, aż proszą Szymańska zdejmij mnie z wieszaka i zabierz do domu. Z płaszczami sytuacja jest prostsza, ale za to niełatwo idzie mi ze znalezienie tych idealnych, niekoniecznie wymarzonych, bo nigdy o takim, jaki prezentuję na powyższym zdjęciach nie marzyłam (no chyba, że od czasu zobaczenia go na stronie internetowej), a zasilił on moją kolekcję. Skromną, ale jakże mnie zadowalającą. Zatem, podliczając moje trencze, mam ich już sztuk trzy. Wszystkie z Zarazy. Jeden beżowy, który nakładam z musu, ale szkoda się go pozbyć. W końcu klasyk. W końcu ponadczasowy. W końcu krój idealny. W końcu elegancki. Bla, bla, bla. Wiecie doskonale, że to tak do mnie pasuje, jak śnieg do Egiptu (okej, poza tym beżem, bo na ten, na którego widok będę miała serca w oczach, jeszcze poluję). Drugi - khaki z naszywkami, zdążyliście już go poznać i jest z tej puli ubrań, którą lubię najbardziej, czyli kategoria cokolwiek na siebie nie nałożysz, płaszczem nadrobisz całość. I ten rdzawy śmiało można dorzucić do tego katalogu. Powyżej prezentuję go w bardziej szalonym zestawieniu, gdzie dużą uwagę skupiają również szpilki (tak wnioskuję po Waszych komentarzach na Facebook'u i Instagramie :D). Ale to jest ten typ ubrania, który stylówkę złożoną z samych rurek i topu zamieni w odlotowy set. Zatem, jak tu się nie skusić na taki zakup, gdy jest on tak korzystny dla całej mojej garderoby :D
Co do stylizacji - całość to miks pasków: pionowych na sukience, poziomych na szpilkach i zegarku oraz skośnych na torebce. Bazę zachowałam w tej samej kolorystyce - bieli i granacie, a całość postanowiłam przełamać mocnym kontrastującym kolorem - pomarańczowym o rdzawym zabarwieniu i tu już pod ciepłą kolorystykę płaszcza dobierałam torebkę oraz okulary. Całość, choć złożona z wielu różnych elementów, prezentuje się spójnie i do tego należy dążyć przy takim urozmaiceniu ;)

P. S. Pamiętaliście jak prezentuję się w szpilkach? :D Ostatnio tak rzadko wybieram tego typu obuwie, że po chwili noszenia zaczynają mnie boleć nogi i przypominam sobie, dlaczego warto nosić płaskie buty :D

poniedziałek, 18 lipca 2016

urok uśmiechu

 trencz Zara | top Montenapoleone | spódnica no name | torebka Zara | okulary H&M | buty Converse 


Zdaje się, że na tegorocznych wyprzedaż udało mi się zapolować na trench wszech czasów. Jest to aktualnie okrycie wierzchnie, które najczęściej noszę. Zawsze w pogotowiu, gdy nie wiem, co narzucić na ramiona, a tak się ostatnio składa, że pogoda tego wymaga. Raz robi zestaw (gdy wybieram zwykły top i jeansy), innym razem jest elementem układanki, która w zamiarze ma być oryginalną i efektowną.
Kolorystyka całości dość standardowa, bez większych szaleństw i zaskoczeń w stylu: nie wiedziałam, że te kolory mogą ze sobą dobrze wyglądać (co nie oznacza, że nie pokażę się Wam w bardziej odważnej kombinacji kolorystycznej). 
Warto w tej stylizacji skupić uwagę na top. Przełamuje on typowo casual'owy charakter zestawu. No i, powtórzę się kolejny raz, nadaje całości bardziej dziewczęcy charakter (dochodzę do wniosku, że lubię, gdy każda moja stylizacja ma choć odrobinę dziewczęcości; strasznie delikatna zrobiłam się na przestrzeni lat :D). A to wszystko przez te falbanki! A może i przez szczery uśmiech? W końcu to uśmiech jest najpiękniejszym ubraniem kobiety ;)

niedziela, 17 lipca 2016

Instagram story #7

Taaaak! Wracam z podsumowaniem tego, co działo się na moim koncie na Instagramie. Tęskniliście za tą serią? Przy okazji jednego z wpisów, w tym tygodniu, mówiłam, że sklejanie takiego podsumowania tydzień temu byłoby bez sensu, gdyż na moim Instagramie pojawiały się jedynie zdjęcia z wcześniej opublikowanych sesji, takie małe #tb (skoro już skupiamy się na instagramowej rzeczywistości). Praca kompletnie mnie pochłonęła i jedyny wolny czas jaki miałam przeznaczałam na wegetowanie, by móc kolejnego dnia znów wstać o 7 i pracować. W tym tygodniu, choć wciąż pracowałam za dnia, jakoś udało mi się pogodzić te obie czynności i wracam do Was z serią, która zdaje się, przypadła Wam do gustu! ;) 

Kto jeszcze mnie nie obserwuje zapraszam na NEONOWA_STRZALA


Powyższa stylizacja powinna być Wam dobrze znana, gdyż pojawiła się na początku tygodnia na stronie (TUTAJ). O sukience rozpisywałam się już we wpisie, ale z chęcią się powtórzę - warta posiadania. Z pewnością jest jedną z moich ulubionych w szafie. Stylizację z poniższych zdjęć też powinniście kojarzyć (cała sesja). I powiem tak, ja jak to ja, zachwycam się, bo moje, bo M. zrobił zdjęcia jak z fashion week'a, bo kolory mi się podobają i detale mi się podobają, ale że w Was wzbudzi takie zainteresowanie i tak przypadnie go gustu - tego nie przypuszczałam! Dziękuję bardzo! :) 

P. S. Czy tylko ja jestem borówkowym potworem? :D Wcinam je aż do bólu brzucha obiecując sobie, że już nigdy więcej i co? Po kilka dniach powtórka z rozrywki :D 


Choć ten semestr miałam tak luźny, że mogę śmiało powiedzieć, że moje wakacje trwają od lutego, to jednak na słowo wakacje, w tym właściwym wakacyjnym okresie, świecą mi się oczy. Za każdym razem słowo wakacje przywodzi na myśl wspomnienia i to jest cała magia tego słowa. Zdecydowanie nie mogło go zabraknąć na moim Instagramie. 
Tydzień temu w piątek odbyła się impreza, którą organizowałam wraz z dziewczynami z Flawless w klubie Rejs w Białymstoku. Na imprezę załatwiłyśmy świecące bransoletki, także że na parkiecie było kolorowo i neonowo, a w barze były serwowane specjalne shoty - różowe w kolorach loga dziewczyn z Flawless i niebieskie - nawiązujące do Neonowej (gdyby Poli samochód nie był niebieski i gdyby jego model nie nazywał się Neon to naprawdę, nie wiem jakby ta stronę się nazywała :D). 
No i zdjęcie z serii: jestem padnięta, ale machnę sobie selfie i nikt nie pomyśli, że jestem padnięta. Nie wiem, czy oglądacie serial The odd couple, ale ja się totalnie wciągnęłam. Amerykański sitcom, w którym gra jeden z aktorów występujących w Friends'ach - Matthew Perry. Ale, do czego dążę? Jest tam pewien sportowiec - imprezowicz i babiarz. I przyszło do zrobienia mu zdjęcia. Przed zdjęciem wyglądał jak styrany życiem, ekhm, imprezą, a na zdjęciu jak młody bóg. O tym, że niezły z niego pozer wiadomo od dawna, ale czy w takim wypadku ja też wychodzę na pozerkę? :D 
A na koniec wydarzenie tygodnia - wieczór panieński Niki (Scal widoczne). Nika już za tydzień w niedzielę nie będzie panną, tylko żoną i ja tego wieczoru nie mogę się doczekać. O ślubie dowiedziałam się względnie szybko (niemalże tuż po zaręczynach!), odliczałam z nią dni jak szalona, za pomocą aplikacji (jeszcze pamiętam, jak było 286 dni do ślubu!). Byłam z nią przy wybieraniu sukni ślubnej, widziałam dodatku ślubne, razem biegamy, dzięki czemu Nika osiągnęła piękniejszą sylwetkę i podobno teraz w sukni wygląda już nie jak milion dolców, a jak bilion dolców. I wiecie co? Mówi mi o tych wszystkich przymiarkach, zmianach, super talii, ale nie chce się pokazać w przerobionej sukni!  Trzyma ten widok w tajemnicy do samego ślubu, jednocześnie pobudzając we mnie ekscytację. Czasem się zastanawiam, która z nas bardziej nie może się doczekać :D I która bardziej będzie się stresowała! Pewne jest jedno, Nika - poryczę się pewnie jak bóbr, zatem stanę za M. abyś tego nie widziała :D 

czwartek, 14 lipca 2016

gra w detale

 bluzka Shein | spodenki Bershka | klapki, okulary, pierścionek H&M | torebka Paulina Schaedel | zegarek Daniel Wellington | sztywna bransoletka Mango | delikatna bransoletka Mollie 

Śmiało mogę powiedzieć, że ta stylizacja nie byłaby tak efektowna, gdyby nie ciekawe detale. To dzięki nim całość, moim skromnym zdaniem, wygląda zjawiskowo. Spodenki bez kwiecistej aplikacji byłyby zwykłymi spodenkami w kolorze pudrowego różu. Mogą w zestawie grać pierwsze skrzypce (jak w przypadku jednej z ostatnich stylizacji), ale tym razem postawiłam na bardziej wyraziste połączenie. Trzeba jednak uważać, aby nie przytłoczyć ich uroku - stąd góra, w beżowym kolorze, gładka, ale niestandardowa przez kokardy wiązane w okolicach nadgarstków. Ważną rolę odgrywają tu także akcesoria, które pozostają spójne kolorystycznie z ubraniami. Klapki są świetną alternatywą szpilek, czy sandałków, szczególnie gdy zależy nam na wygodzie. Możliwe, że dopasowałabym do tego zestawu wiązane sandałki w kolorze pudrowego różu/beżowe na słupku, gdybym tylko takie posiadała, ale z pewnością byłaby to bardziej standardowa kombinacja. Kropką nad "i" jest tutaj biżuteria. Wiem, wiem i tak sporo się dzieje w tej stylizacji, ale mam wrażenie, że bez błyskotek czegoś by tu brakowało. Na jednej ręce, ostatnio mój ulubiony, zestaw - zegarek z brązowym paskiem plus pozłacane bransoletki, na drugiej - ogromy pierścień. Nie sądziłam, że będę go nosiła, ale kosztował gorsze na wyprzedażach i aż żal było go zostawić na sklepowej półce. Dobrze, że coś mnie pokusiło i zrezygnowałam z kawy na rzecz tej błyskotki, bo to była dobra inwestycja (i nie tucząca w porównaniu do kawy :D). Co lepsze, okazuje się, że pasuje mi do wielu stylizacji, no i ostatnio zrobiłam się jakaś pierścionkowa, zatem chodzę i szukam po sklepach skarbów na palce. Kobieta jednak zmienną jest! :D 

wtorek, 12 lipca 2016

sukienka typu off shoulder w dziewczęcym wydaniu

 sukienka Shein | torebka Paulina Schaedel | buty Reebok | okulary H&M | sztywna bransoletka Mango | delikatna bransoletka Mollie 

Po pierwsze - wybaczcie mi te wszelkie wygniecenia kiecy, ale jazda samochodem, w zapiętych pasach, nigdy nie sprzyja gładkości ubrań, zatem mam nadzieję, że choć trochę jestem usprawiedliwiona (aż chyba na wszystkie zdjęcia zacznę jeździć autobusem i będę jedynie stać). 
Po drugie - wypadałoby się zapytać co tam u Was słychać? Jak zauważyliście, nie było ostatnio Instagram story, ale doszłam do wniosku, że sklejanie wpisu, w którym dominowałyby zdjęcia z różnych sesji na przestrzeni ostatnich tygodni, jest bez sensu. Mam taki natłok pracy, że tak naprawdę za wiele, w zeszłym tygodniu, się u mnie nie działo, zatem nie było też o czym pisać. Okej, mogłabym wspomnieć o imprezie w Rejsie, która była bardzo udana, ale mam nadzieję, że kolejna edycja będzie jeszcze fajniejsza! 
Po trzecie - podoba się Wam powyższa stylizacja? Ja nie będę ukrywać, jestem oczarowana sukienką. Mam już nieco rzeczy w szafie z Shein i muszę Wam przyznać, że ta sukienka jest chyba jedyną, w której choćbym chciała znaleźć jakiś minus, to nie potrafię. Jedyna rzecz, która w mnie w żadnym stopniu nie rozczarowała. Zdecydowanie perełka, jakich mało, no i żywo, a także (tak sobie myślę) na moich zdjęciach, prezentuje się znacznie lepiej niż na zdjęciach produktu na stronie internetowej. I dlatego też jestem tak pozytywnie zaskoczona!  Jeśli Wam się ona podoba, to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest warta zakupu :) My tu, a bardziej ja tu, gadu gadu, a tu tak naprawdę mamy jeszcze dodatki, na które warto skupić uwagę. I tak aby nie było zbyt klasycznie, jeśli chodzi o połączenie kolorystyczne, zdecydowałam się na fioletowe akcesoria (taaak, te Reebok'i też są fioletowe - mają piękny pastelowy odcień) i pozłacaną biżuterię (która nawiązuje do wykończeń torebki).  Góra bardziej elegancka, dół w bardziej młodzieżowym stylu. Całość dzięki temu nabrała dziewczęcego charakteru i o to właśnie mi chodziło! :)