wtorek, 20 września 2016

słoneczne wspomnienia z Korfu

 strój kąpielowy, kimono H&M | spodenki Monashe 

Jeśli macie ochotę na zakupy w sklepie Monashe, to ostatnia chwila, by skorzystać z kodu zniżkowego  NS20OFF (zapłacicie o 20% mniej za zakupy ; produkty z przeceny nie podlegają zniżce). Kod ważny jest jeszcze do jutra :) 

Na dysku zalegała mi jedna jedyna sesją, którą zrobiliśmy z M. będąc na Korfu. Od maja marzyły mi się zdjęcia na plaży. W takim magazynowym stylu. A wiecie doskonale, że te magazynowego publikacje powstają głównie dzięki Poli i Nice. Ale, nie mogłam sobie odpuścić, będąc już w takim miejscu i lepiej było spróbować podejść do tematu z chłopakiem, niż zostawić i w Polsce biadolić, że kiepsko to rozwiązałam. Nie wiem jak Wam, ale mi efekty podobają się bardzo, dlatego też zdecydowałam się je opublikować. A dodatkowo, siedząc w domu, ciągając nosem z zimna, mogę na chwilę cofnąć się wspomnieniami do tego cudownego wyjazdu. Brakuje mi tego słońca, błogiego lenistwa, a przede wszystkim brakuje mi dzielenia moich 24 godzin każdego dnia z tą drugą osobą. Tak, za tym tęsknię szczególnie! 

wtorek, 13 września 2016

EDYTORIAL: When the sun goes down

ZESTAW 1: top, kapelusz H&M | kombinezon Pimkie | bransoletki Mango | naszyjniki Mollie
ZESTAW 2: narzutka Mango | sukienka Shein | buty H&M | bransoletki Mango | naszyjniki Mollie 
ZESTAW 3: koszula, spodenki Monashe | sandały Mango | pierścionek H&M 
ZESTAW 4: sukienka Monashe | sandały Mango | pierścionki H&M 
ZESTAW 5: sweter no name | sukienka H&M | pierścionki H&M 


Jeśli macie ochotę na zakupy w sklepie Monashe, to z hasłem NS20OFF zrobicie je o 20% taniej :) Kod zniżkowy ważny jest do 21.09.2016 i nie obejmuje rzeczy przecenionych. 

Miesiąc przeleżała ta sesja na moim dysku nim przyszedł czas na jej publikację. Nie ukrywam, chciałam opublikować ją do końca sierpnia. Nie udało się. Ale wiecie co Wam powiem? To doskonale! Czuję, że po wakacjach miałam inną energię, by do niej usiąść i przygotować ją w taki sposób, z jakiego będę dumna. M. powiedział mi jesteś coraz lepsza. Nie, nie ja jestem, a MY JESTEŚMY. Bo bez dziewczyn, z którymi współpracuję już szmat czasu, takich efektów by nie było. Jedynie ogarnia mnie wielki smutek na myśl, że Kasia nas opuściła i już znajduje się w Londynie, ale wszystkie mamy nadzieję, że stworzymy jeszcze wiele sesji z jej udziałem. Jest moim mistrzem, jeśli chodzi o makijaż i wierzcie mi, chwilowo nie widzę nikogo na horyzoncie, kto mógłby ją zastąpić. Pola powiedziała będziesz musiała sama się nauczyć tak malować i ma dziewczyna rację! Jeśli chodzi o makijaż, to w tej dziedzinie mam dwie lewe ręce, zatem proszę o wybaczenie wszelkich błędów makijażowych. Jeszcze się uczę, a od kiedy przygotowujemy edytoriale, czyli to już ponad rok (!!!), zawsze malowała mnie Kasia ;)
I to wszystko, jeśli chodzi o moje słowo końcowe przy okazji tej sesji. Nie zapomnijcie odwiedzić profili moich dziewczyn. Im zdecydowanie również należy się wsparcie! Rozumieją mnie doskonale, mają oko i wyczucie i bez ich pięknych ujęć nie miałabym później na czym pracować kilka godzin przed komputerem :) 
Zatem, wpadamy na Instagram Poli - @matkapollka
oraz na stronę Niki - Scal widoczne

poniedziałek, 12 września 2016

Instagram story #11

Chwila przerwy za nami, ale powracam z dawką zdjęć i to nie byle jakich, bo z wakacji na Korfu! Zastanawiałam się, czy przygotować ten wpis tydzień temu, gdy jeszcze byłam na wakacjach, ale po pierwsze miałam słaby internet, zatem publikacja graniczyłaby z cudem. Po drugie, rozsądniejsze wydało mi się przestawienie Wam tego wpisu po wyjeździe, dzięki czemu będę mogła Wam pisnąć o nim słów kilka i nie rozkładać tego na dwa wpisy (wróciłam w połowie tygodnia, zatem w kolejnym Instagram story też zapewne pisałabym o wakacjach). 

Kto mnie jeszcze nie obserwuje, zapraszam na: NEONOWA_STRZALA

A także do lektury oraz obejrzenia zdjęć :) 


Nie będę ukrywać, Korfu nie było planowanym kierunkiem, ale tak wyszło, bo oferta okazała się przyjemna. Od maja chciałam jechać gdzieś do Grecji, ale myślałam Mykonos, bądź Kretę. Na Mykonos nie było żadnej przyjemnej propozycji, na Kretę była, ale ostatecznie doszliśmy do wniosku, że to nie to, chociażby dlatego, że za krótko (8dni) i nie będziesz zadowolona z tego wyjazdu, bo nie będzie takim, jakim chciałaś by był - tak skwitował wszystko chłopak. Kretę chcę zjechać całą jakimś pojazdem i spędzić tam 14 dni. Byłam już raz na tej wyspie jako dziecko, zatem wiem, co mówię, wiem, za czym tęsknię i dlatego wiem, że wypad na 8 dni mija się z celem :D
Uparcie dążyłam jednak do tego, by była to Grecja i padło na Korfu. Jak większość z Was z pewnością zauważyła, nie jestem z Warszawy, ale z tego miejsca mieliśmy wylot. Kolejny raz w nocy (lecąc do Hiszpanii mieliśmy te samą sytuację) i kolejny raz mogłam podziwiać z lotu ptaka stolicę mieniącą się milionem świateł. Jak tego miasta za dnia nienawidzę, tak z góry, nocą, prezentuje się pięknie! 


Agios Stefanos, czyli miejscowość, w której znajdował się nasz hotel, leży na północnym zachodzie wyspy i z pewnością nie można odmówić jej pięknego położenia - nad samym morzem, na lekko górzystym terenie, który miejscami gwarantował niesamowity widok na wodę. Plażę osobiście uznaję za cud Korfu i w moim rankingu jest to druga najpiękniejsza plaża, którą w życiu widziałam (na żywo!)(na pierwszym miejscu jest plaża znajdująca się na Krecie w mieście Elafonisi). Długa (ok. 2km), piaszczysta (niesamowicie delikatny piasek), z szerokim pasem wypłycenia (ok. 15 metrów pas wody po kolona, kolejne tyle pas wody po kostki, później ok. 30 metrów pas wody, w którym można było zanurzyć się całemu i znów szeroki pas wypłycenia, z wodą po kolana). Dodatkowo, za cyplem, plaża nabierała jeszcze większej wyjątkowości, gdyż wyłaniał się za nim piękny klif (co widać na powyższym zdjęciu chociażby). Będąc tam cały wyjazd nie mogłam nadziwić się pięknu tego miejsca i choć z chłopakiem widzieliśmy inne plaże na Korfu, to jednak ta za każdym razem mnie zachwycała najbardziej. 


Poranki podczas wyjazdu były bardzo leniwe, ale to jest jeden z punktów, za który lubię wyjazdy. Jest to nasz czas, nikt nam nie narzuca kiedy mamy wstać (ani obowiązki od nas tego nie wymagają), dzięki czemu możemy pozwolić sobie na większą swobodę. I tak - albo poranek spędzaliśmy w barze nad morzem pijąc poranną kawę, ale wylegując się dłużej w łóżku, albo odwiedzając nowe miejsce. Później zwykle trafialiśmy na plażę i uprawialiśmy plażing, smażing, maczaliśmy tyłki w wodzie i robiliśmy mnóstwo zdjęć (ok, ja robiłam, ale to też dlatego, że zawsze jak gdzieś pojedziemy, to później mamy mało zdjęć zarówno danego miejsca, nie mówiąc już o wspólnych zdjęciach, które kończyły się liczbą 0 lub 1, dlatego tym razem postanowiłam, że musi być inaczej), albo przemieszczaliśmy się do kolejnego miejsca. 


Powyższe zdjęcie jest z miejsca Canal d'Amour, które się mieści w miasteczku Sidari (północ wyspy), do którego udaliśmy się autobusem (osoby śledzące mnie na Instagramie i ogladające moje InstaStory, bądź osoby śledzące mnie na Snapie, miały szansę oglądać relację z tego miejsca. Spokojnie, jeszcze zdjęcia z tej lokalizacji pojawią się z mojej galerii :D). Miejsce to zachwyca pięknie wyżłobionymi przez wodę skałami oraz turkusową wodą. Pięknie zatoczki, klify i niewielkie plaże stanowią o wyjątkowości tego miejsca. Nie ma co się dziwić, że jest nazywany kanałem miłości, no i z pewnością niejedna dziewczyna powiedziała w tym miejscu "tak" ;) 
Odpływając sporo od brzegu można zobaczyć część tych zatok od strony morza. Osobom, które obawiają się tak daleko odpływać wpław, bądź chcą zrobić zdjęcia temu pięknemu miejscu, polecam wypożyczyć jakiś sprzęt wodny, chociażby rowerek. 
Samo miasteczko Sidari w żaden sposób mnie nie zachwyciło, a plaża znajdująca się przy nim aż odpychała. Plusem tej miejscowości jest to, że ciągle się coś w niej dzieje, dlatego osoby szukające rozrywki z pewnością tam by ją znalazły. Nasze miasteczko - bardzo ubolewam - było strasznie spokojne, co dla osób w naszym wieku jednak nieco przeszkadzało. Wieczorne wyjścia ograniczały się do pójścia na kolację, spacerów i organizowania sobie, w jakiś sposób, wieczoru w pokoju. Plaża u nas zniewala, ale widać nie można było mieć wszystkiego w pakiecie, dlatego zamiast rozrywkowego tygodnia na Korfu, mieliśmy tydzień romantycznych wieczorów. Romantyczką nie jestem, zatem chyba mogę śmiało powiedzieć, że na tym wyjeździe nadrobiłam wszelkie braki związane z romantyzmem :D 

W czasie wyjazdu wykupiliśmy wycieczkę - 7 cudów Korfu (gorąco polecana w opiniach hotelowych) i była to oferta z biura podróży Rainbow. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że mam niedosyt lekki i gdybym miała tylko większe fundusze, to bym się na nią nie zdecydowała. Otóż, dlaczego? Wszystkie wycieczki mają to do siebie, że są objazdowe, a podczas nich czas wolny jest bardzo ograniczony i zazwyczaj waha się od 20 minut do 1,5 godziny. To dość krótko, szczególnie w sytuacjach, gdy się okazuje, że dane miejsce się nam na tyle spodobało, że chętnie spędzilibyśmy tam cały dzień. Plan wycieczki obejmował odwiedzenie 5 miejsc: 
1. Paleokastritsa - a tu miasteczko leżące nad najpiękniejszą zatoką Korfu. Tam dodatkowo odbywał się rejs łódkami między skałkami, co przyznam, było chyba najfajniejszym wydarzeniem tego dnia. Na miejscu pozostaje jakoś godzina wolnego czasu, dlatego albo można wykąpać się w morzu, albo przespacerować na górę, aby odwiedzić monastyr. Wstęp jest bezpłatny. 

2. Destylarnia Mavromatis - czyli miejsce, w którym produkowany jest likier z owocu Koum Quat. Likier dostępny jedynie na wyspie Korfu, zatem gdy ktoś jest degustatorem i ma ukończone 18 lat (aby nie było, że zachęcam do picia alkoholu niepełnoletnich!) polecam spróbować. Mi osobiście przypadł do gustu ten smak, jednakże nie na tyle, bym miała tym trunkiem poić się cały wieczór :D Na miejscu jest również sklep firmowy, gdzie poza alkoholem można zakupić inne wyroby z tego owocu, jak dżemy, czy prze-najróżniejsze słodycze i jeśli chodzi o ceny, są one minimalnie mniejsze (ok. 50 centów) w porównaniu z tymi w sklepach w różnych miasteczkach.  

3. Achillion - czyli wizytacja na herbatce u Cesarzowej Sissi :D Pałac można zwiedzić za dodatkową opłatą (5euro) i jest to nawet ciekawa atrakcja. W tym miejscu była kręcona również jedna z serii Bonda (oczywiście nie cały film), zatem może ta informacja przyciągnie miłośników tego filmu na zwiedzanie :D 

4. Półwysep Kanoni - atrakcją wpisaną na kartkę przez przewodnika, jest widok na Mysią Wyspę i klasztor na wodzie Vlacherna, ale myślę, że największą atrakcją jest tam pas startowy lotniska i oglądanie lądujących i startujących samolotów. Lotnisko na Korfu jest jedno, a tych lotów tak naprawdę jest mnóstwo, dlatego było co oglądać. Pas startowy znajduje się w zatoczce i z jednej strony ma wodę (akurat z tej, co ja miałam okno, przez co już myślałam, że będziemy wodować <tu mój śmiech, ogromnym, bo inaczej nie jestem w stanie tego opisać, oczywiście śmiech z samej siebie i mojej paniki>). Ryk silników i ta adrenalina, kiedy w końcu usiądzie na ziemi, bądź ruszy do startu, to było to. Nie ukrywam, stałam i się gapiłam :D Ponad to, mieliśmy w tym miejscu postój jedynie 25 minutowy, zatem czasu nie starczyłoby, aby dojść gdziekolwiek, coś zobaczyć i wrócić, dlatego pozostały samoloty. 

Ostatnim miejscem, było miasto Korfu, w którym tak naprawdę zobaczyliśmy cerkiew, w której znajdują się relikwie św. Spirydona i po tym zaczął się nasz czas wolny. Z planowanych 2 godzin, jakie mieliśmy mieć na swobodne chodzenie, zrobiło się 90 minut. Wygłodzeni wygodnie rozsiedliśmy się w restauracji i po wszystkim zostało 30 minut na zwiedzenia, czyli niewiele. Przeszliśmy się wąskimi uliczkami, po drodze zgarniając lody (które okazały się ładniej wyglądać niż smakować) i tak zakończył się nasz pobyt w tym mieście. 
Plusem naszej wycieczki była zdecydowanie przewodniczka, która była młodą dziewczyną. Mówiła z werwą i w taki młodzieżowy sposób, zachęcający do słuchania i chłonięcia wiedzy, którą chciała przekazać. A w dodatku podczas przejazdów z miejsca do miejsca, uczyła nas podstawowych greckich słów i jak zamawiać słynną u nich kawę frappe. 

Ale, do czego dążyłam tym dłuższym opisem wycieczki. Jeśli macie fundusze, proponuję zwiedzić część tych miejsc na własną rękę. Wypożyczenie sprzętu do jazdy - skutera, quad'a, samochodu, to koszta ok. 40 euro za dzień, ale dzięki temu będziecie mogli pozostać na dłużej w danym miejscu. O ile pobyt w destylarni, czy zwiedzanie pałacu cesarzowej to są punkty, które wiele czasu wolnego nie wymagają, o tyle fajnie było spędzić kilka godzin, a nie zaledwie godzinę, nad najpiękniejszą zatoką Korfu. Dodatkowo, mając mapę wyspy, można sobie śmiało zaplanować jak chcecie spędzić cały dzień i odwiedzić np. kilka miejsc i nie prażyć dupci na jednej plaży, a np. na trzech różnych jednego dnia i dzięki temu posmakować kuchni w różnych miejscach ;) Dodatkowo, warto sprawdzić rozkład autobusów, jakie kursują  w Waszych miastach. Gdzie jeżdżą, o której godzinie są wyjazdy i powroty. Z mojego miasta, czyli Agios Stefanos, autobusy kursowały do Korfu, zatem tu nie trzeba już wypożyczać auta, a można śmiało skorzystać z ich komunikacji z nieporównywalnie niższymi kosztami transportu, a dzięki temu spędzić cały dzień w stolicy wyspy. 


I teraz kilka kwestii ogólnych i nieco finansowych, bo takie pytania po powrocie mi się zdarzały. Na wakacje poleciałam z biurem podróży Rainbow (i to nie jest reklama, spokojnie). Dwa lata temu poleciałam z nimi do Hiszpanii i tak naprawdę, oglądając teraz oferty, mieli najsensowniejsze ceny (czyli na kieszeń i moją i mojego chłopaka). Ale, co do wyboru wycieczki, a bardziej już zakupu wycieczki, jeśli możecie wyjechać z dnia na dzień lub wziąć urlop z dnia na dzień, ewentualnie, uprzecie się na wyjazd na konkretny dzień (tu już mam na myśli terminy, w których są wyloty), poczekajcie z zakupem wycieczki na ostatnią chwilę. Oczywiście, nie jest to rada dla rodzin z dziećmi, a bardziej dla par, które mogą sobie na to pozwolić i na to ryzyko, że dana wycieczka im zwieje, ale w zakładce obok jest alternatywa. 
Moją wycieczkę wykupiliśmy w poniedziałek po 13, wylot był we środę (z Hiszpanią mieliśmy podobnie, wykupiliśmy o podobnej porze we czwartek, a wylot był w sobotę). Ofercie przyglądaliśmy się już kilka dni. Jej cena ciągle skakała, a to 1400, a to 1800, 1410, 1810. Cena zawsze rosła po 15, a o poranku była ta przyjemniejsza kieszeni. W weekend utrzymywała się najwyższa, w poniedziałek przed 12, nagle jeszcze inna, ok. 1200, po chwili znów 1400, a na happy hours spadła ostatecznie do 1080 i za tę cenę zakupiliśmy. Nie piszę tutaj, aby chwalić się ile to pieniędzy poszło na wakacje, a żeby Wam zarysować sytuację, jak potrafią skakać ceny i jak można za taką wycieczkę przepłacić. Jak widzicie - różnica od początkowej ceny do ostatecznej to prawie 800 złotych! A warto wyczekać, gdyż te same pieniądze, co mogłyby pójść dla biura podróży, można później wydać na miejscu ;) 
Nasz hotel to były apartamenty - skromny wystrój pokoju, aneks kuchenny, łazienka oraz duży balkon. Nie zależało nam ani na luksusach (przecież i tak większość dnia tam nas nie ma) ani na opcji all inclusive, gdyż nie chcieliśmy się czuć przywiązani do hotelu jedzeniem, a móc popróbować potraw w restauracjach (tak płaci się sporo więcej za wycieczkę i nagle szkoda iść codziennie do restauracji, bo przecież nie po to jest ta wykupiona szama, w dodatku, z tego co czytaliśmy w opiniach o hotelach z opcją żywieniową, że jedzenie albo ma mało wspólnego z kuchnią grecką, albo jest monotonne). 
Dzięki temu, że mieliśmy nocleg bez wyżywienia codziennie rozkoszowaliśmy się smakami kuchni greckiej i tym, którzy trafią do Agios Stefanos zdecydowanie polecam restaurację Zorba ;) 
Pytacie, czy drogo? 
Zależy dla kogo. Powiem tak, nastawiałam się na wyższe wydatki, jeśli chodzi o jedzenie. Lunch dwie osoby spokojnie zjedzą za 20 euro z napojami (i to była kwota, którą zapłaciliśmy, gdy ja wzięłam drinka i zostawiliśmy napiwek), kolację 25-30 euro za dwie osoby (tu z 0,5 litrową karafką wina oraz napiwkiem). Dania głównie były do 10 euro, 12 to musiał być naprawdę wyjątkowy posiłek. Zakupy w sklepach lokalnych, wiadomo, po przeliczeniu euro na złotówki wychodzą drożej, jednakże bez ogromnych różnic. Ocenę, czy było drogo, pozostawiam Wam. 
A, i ceny wycieczek. Te z biura Rainbow, to 40-45 euro, czasem trzeba liczyć się dodatkowymi kosztami, jak u nas w przypadku pływania łódką 8 euro i zwiedzanie pałacu 5 euro. To są już oczywiście dodatkowe atrakcje i nie każdy musi na nie się wybrać, co wiąże się z tym, że nie ponosi dodatkowych kosztów. Można oczywiście pojechać również lokalnymi biurami podróży i ceny wtedy wychodzą jakoś 10 euro mniej za osobę, z tego co się orientowaliśmy. Bądź najlepiej wybrać opcję, o której pisałam wcześniej i za te cenę wypożyczyć jakiś pojazd i objechać samemu wyspę, Z pewnością znacznie większa frajda i jeśli miałabym kiedykolwiek wrócić na Korfu, to właśnie tak bym zrobiła :) 
Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Tymczasem ja Was żegnam i widzimy się przy okazji kolejnego wpisu! 
Buziaki!

INSTAGRAM: NEONOWA_STRZALA 

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

weekendowa stylizacja

 top Shein | spodenki Monashe | buty, kapelusz H&M | biżuteria Pandora | zegarek Cluse

Ależ to był weekend! Pogoda w końcu dopisała, dzięki czemu można było wynieść się na dwa dni na działkę poza miasto. A tam - totalna sielanka! Sobotni wieczór należał do spotkania ze znajomymi przy grillu i tak dużej ekipy nie udało nam się zebrać już od dawna. Zawsze to ktoś nie może, to jest poza miastem, a to pracuje, a tym razem jakby los chciał, by wszyscy mogli spotkać się przy stole i biesiadować!
Dodatkowo M. ma u siebie na działce grządki ze świeżymi warzywami oraz szklarnię, w której hodują pomidory. Przyznam szczerze, że o ile normalnie pomidorów nie jem, bądź robię to bardzo rzadko, o tyle te, z własnego krzaka, smakują tak rewelacyjnie, że nie można się im oprzeć. 
Na działkę wpadła również Pola, zatem uchwyciłyśmy mój weekendowy zestaw i w końcu zrobiłyśmy zdjęcia w szklarni. Okej, nie jest to pełnowymiarowa sesja w szklarni, jaka mi się marzy, ale M. nigdy nie chciał mi zrobić zdjęć nawet w takiej małej szklarence, a Pola momentalnie podchwyciła klimat i z chęcią złapała za aparat :D Nie będę ukrywać, już pałam do tych zdjęć sentymentem, gdyż nie są zwykłym wyjściem na zdjęcia, a zdjęciami uchwyconymi podczas niezwykłego weekendu.
Dajcie znać ja Wy spędzaliście weekend! No i oczywiście, czy stylizacja przypadła Wam do gustu :) 

niedziela, 28 sierpnia 2016

paski na paski

top sh |spódnica Shein | torebka Reserved | buty Deezee | okulary H&M | biżuteria Pandora, Mollie | zegarek Daniel Wellington 

Nieśmiertelne paski, które można nosić na milion sposobów. Osobiście uwielbiam je dublować w zestawach, tak aby co najmniej dwie rzeczy ze stylizacji prezentowały ten motyw. I tym razem padło na połączenie koszulki ze spódnicą. Wakacyjny charakter podbija dodatkowo worek, który idealnie wpisuje się w ten zestaw na tzw. luzie. Przez chwilę korciło mnie nawet, aby nałożyć adidasy, jednakże zbyt zaburzały proporcje moich nóg i konieczne było wybranie czegoś, co będzie niemalże niewidzialne. Baleriny w szpic dodatkowo optycznie wydłużyły mi nogi i okazały się najwłaściwszym wyborem. A dodatki? Chyba bez niech nie potrafię opuścić domu. Bez bransoletek na rękach czuje się jakbym nie była w pełni ubrana. Taki mały detal, a tyle zmienia i to czasem już bardziej w naszej głowie ;)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Zaful na każdą okazję.


Tym razem postanowiłam przygotować wpis inny, niż wszystkie do tej pory. 

Ostatnio przyszła do mnie paczka ze sklepu Zaful z trzema rzeczami, które celowo zamawiałam pod różne okazje. Mam wrażenie, że rzadko Wam pokazuję stylizację na poszczególne wyjścia, a jeśli już pokazuję, to wprost o tym nie mówię, że tak, ten zestaw uznaje za propozycję idealną (dla mnie) na zakupy/wyjście na kawę/imprezę, czy jeszcze inną okoliczność. Zatem, tym razem przygotowałam pakiet na trzy wyjścia i pozwolę sobie go Wam przedstawić :) 

Wyjście numer jeden: zakupy. 
Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że ta stylizacja nadaje się na taką okazję, gdyż właśnie tego dnia miałam za sobą wizytę zarówno w galerii, jak i w spożywczaku, a zestaw nie powodował dyskomfortu podczas zakupów. O ile wyjście do osiedlowej Biedronki może obejść się bez ubierania się w stylizację na zakupy, bo śmiało postawię tam nogę zwyczajnie w tym, w czym taczam się po kanapach w domu bądź przesiaduję przed biurkiem, o tyle gdy planuję wyjście do galerii, głos z tyłu głowy mówi mi: Szymańska, ubierz się jak człowiek. Czyli - wygodnie i praktycznie, ale i stylowo. 
Płaskie obuwie to mus, gdyż nie wyobrażam sobie chodzenia po sklepach na obcasach (zresztą, ja siebie rzadko kiedy wyobrażam chodzącą w obcasach).
Dwa - mały bagaż. Jak zauważyliście, nie jestem zwolenniczką dużych toreb, ale kilka na wypadek posiadam. Nie myślcie jednak, że zabieram je wtedy ze sobą na spacer między wieszakami. Nic bardziej mylnego. I zawsze, gdy taką zabiorę, nic bardziej nie psuje mi humoru jak ta torba. Albo trzeba ją nosić w ręku, albo spada z ramienia, albo, o zgrozo (!), przez nią spadają rzeczy z półek i wieszaków, bo nieuważnie przejdę i o coś zahaczę. Oczywiście, pojemność powinna za mną przemawiać, ale tak nie jest. Im mniejszy ciężar na ramieniu, tym chętniej obejrzę co nowego proponują sieciówki. 
I kolejna ważna rzecz - wygodne i praktyczne ubranie. Jak z rękawkami, to koniecznie bawełniane, bym zaraz się w tym nie udusiła, czy zalała cała potem. Po drugie, bawełniane nie będzie obcierać, co jest również zaletą przy takich wyjściach. Do tego dość luźne, by nie krępowało moich ruchów. I te wymagania spełnia chociażby kombinezon z poniższych zdjęć. Gdy w składzie zobaczyłam 97% bawełny od razu wiedziałam, że ta rzecz pozostanie ze mną na dłużej. Poza tym, że jest idealnym odzwierciedleniem kombinezonu, który od dawna chodził mi po głowie, to w dodatku jest wygodny w noszeniu. To może zaskakiwać, z względu na hiszpański dekolt. Sama byłam pozytywnie zaskoczona, gdy ramiona ciągle nie podsuwały mi się do góry, a pozostawały na swoim miejscu. Z pewnością jego krój i materiał mają na to wpływ. Dodatkowo jest przewiewny co zapewnia komfort noszenia, a to punktuje szczególnie przy wyższych temperaturach. Część z Was może uznać, że jest on mało praktycznym rozwiązaniem, jeśli chcemy mierzyć wiele rzeczy, ale mi to akurat nie przeszkadza. Do tego jest ciekawą letnią propozycją i nie czuje się w nim przestylizowana idąc buszować po sklepach. 
 kombinezon Zaful | buty, okulary H&M | torebka Stradivarius | biżuteria Pandora 

Wyście numer dwa: kawa/drink z koleżanką na mieście 
Przyznaję bez bicia, częściej na miasto, na jakąś kawę, jedzenie, czy drinka wychodzę z koleżankami niż z chłopakiem, gdyż z nim zazwyczaj idziemy albo do kina albo do znajomych, a jak idziemy na szamę, to na burgera, zatem proszę Was, burger nie zachęca do strojenia się :D To właśnie idąc z koleżankami mam większe szanse na wykazanie się, zatem dlaczego by nie wykorzystać okazji? Szczególnie, że podobno dziewczyny ubierają się dla innych dziewczyn i wiem, że moje kumpele nie przyjdą w powyciąganych swetrach ;) 
W przypadku takich wyjść wiem, że mogę zaszaleć. Lubię, gdy wtedy po stylizacji widać zajawkę do mody, ale dodatkowo musi być to propozycja bardzo kobieca. Raz zakładam na takie wyjścia ulubioną sukienkę, innym razem kompletuję coś innego - równie kobiecego. Tym razem padło na top o szalenie modnym kroju w tym sezonie. Najbardziej urzekają mnie w nim jego rękawy, które myślę, że odwalają tutaj największą robotę - dają efekt i ciężko przejść obojętnie obok kogoś, kto ma na sobie taką bluzkę. To jest tak naprawdę kolejna propozycja w dużej mierze nawiązująca do dekoltu hiszpańskiego, czyli można powiedzieć - mojego ulubionego (na równi z dekoltem V). Bluzka pięknie eksponuje ramiona, ale też nadaje lekkości całości i dziewczęcego delikatnego wydźwięku. Dodatkowo jest bardzo uniwersalna, gdyż pasuje niemalże do wszystkiego. Nie łączyłabym jej jedynie z koronkowym dołem, gdyż materiał, z jakiego jest wykonana, moim zdaniem, nie współgra z koronką. Skoro mowa o materiale, wspomnę, że tutaj na metce zobaczyłam 65% bawełny, zatem, mając już doświadczenie z podobnymi stylistycznie bluzkami, jest to spory procent. Bardzo często trafiają mi się ubrania, które są w 100% z poliestru, a w dodatku są tak cienkie, że prześwitują (nic przyjemnego; zazwyczaj szybko pozbywam się takich ubrań). Ta bluzka nie prześwituje, za co dodatkowo bardzo ją sobie chwalę. Spódnica tutaj przełamuje ten dziewczęcy charakter i przez eco skórę oraz rozcięcie nadaje większego seksapilu. Urozmaiceniem są dodatki - biżuteria, wyszywana koralikami torebka (perełka w mojej kolekcji) oraz przepiękne baleriny w kolorze, uwaga, pudrowego różu. Od dawna na takie polowałam i wspominałam Wam o tym przy okazji ostatniego wpisu Instagram story (TUTAJ), aż wymarzone buty trafiły na moje stopy. Jeśli chodzi o cały zestaw - coś w takich propozycjach jest, że nadają mi pewności siebie i dlatego też uderzam w te tony, gdy wychodzę z kumpelami na miasto ;) 
 top Zaful | spódnica Monashe | torebka Zara | buty Ariella | okulary H&M | biżuteria Pandora 

Wyjście numer trzy: to specjalne wyjście, na które mam ochotyę odstroić się, jak nigdy dotąd! 
Kiedyś jedna z moich koleżanek na widok mojej cekinowej sukienki powiedziała: mam podobną, ale jej nie noszę. Na pytanie: dlaczego? Odpowiedział, że nie jest na białostockie imprezy. Może i coś w tym jest. W takiej stylizacji jak z poniższych zdjęć z pewnością w Białymstoku do klubu bym nie poszła, ale w Hiszpanii już śmiało. Poszłabym też w takim kombinezonie na randkę, ale i na imprezę. Oglądałabym w nim również Przyjaciół (w końcu Monica i Rachel oglądały TV w sukniach ślubnych!) zajadając się lodami i ułożyłabym z nim zestaw do jakiejś edytorialowej sesji. To takie wyjątkowe ubranie, ale nie musi być jedynie na wyjątkowe okazje. Za to każda okazja może stać się wyjątkowa ubierając taki kombinezon (darując sobie zakupy w Biedrze :D). Dodatkowo trendy stoją po naszej stronie, bo takie świecące się kreacje są modne na jesień!
Osobiście jestem taką małą sroką. Lubię, gdy coś się błyszczy, dlatego te cekinowe wyszycia całkowicie mnie przekonały do skuszenia się na te propozycję. Zamawiając ten kombinezon trochę obawiałam się, że rozczaruję się, gdy zobaczę go na żywo. Na stronie prezentował się znakomicie, ale nie zawsze zdjęcia, na tego typu stronach, obrazują produkt danego sklepu. W tym przypadku, wszystko się zgadzało i mogę zgodzić się z opiniami innych klientek, że produkt jest wart swojej ceny (ostatnio zakupiłam sukienkę w Zarze za te samą cenę i w życiu bym nie powiedziała, że była tego warta; oczywiście sukienka wraca na wieszak do sklepu). 
 kombinezon Zaful | torebka Paulina Schaedel | buty Deezee 

Dostaję od Was pytania o zakupy w tego rodzaju sklepach internetowych. I o ile Shein potrafi rozczarować po otwarciu paczki, o tyle z zamówienia w Zaful jestem strasznie zadowolona. Za cenę sieciówkową dostałam rzeczy o zadowalającej mnie jakości, a nawet bardziej zaskakującej mnie jakości. Mało tego, odpowiadające tym, co sklep przedstawia na zdjęciach i w opisie (co bardzo często potrafi się rozbiegać z rzeczywistością). 
Jeśli chodzi o dobór rozmiarów, na stronie podana jest również tabela z europejskimi odpowiednikami i nią dodatkowo radzę kierować się przy zakupach. W przypadku moich wyborów okazała się bardzo pomocna, dzięki czemu chociażby kombinezon z cekinową aplikacją idealnie na mnie leży. 
Często interesuje Was również sprawa związana z przesyłką. A najczęściej - ile czasu czekam na moje zamówienia. W przypadku tego sklepu jest to rzetelnie podana informacja 6-10 dni w przypadku przesyłki ekspresowej i tyle mniej więcej czekałam. 

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! I oczywiście, dajcie mi znać, która stylizacja podoba Wam się najbardziej, bo to mnie interesuje szczególnie :)